Slow parenting. Jak zwolnić tempo i cieszyć się wspólnie spędzonym czasem z dzieckiem

Praca, dom, praca. Ciągle coś planujemy, ciągle gdzieś pędzimy, odhaczamy kolejne zadania z listy do zrobienia, ciągle brakuje czasu. A może... Nadszedł czas przestać to robić?

Sobotni poranek. Wstajecie bez budzika, nieśpiesznym krokiem idziecie do kuchni, zastanawiacie się, co zjeść na śniadanie. Przygotowujecie je wspólnie, powoli. Później robicie to, na co macie ochotę. Bez konkretnych zadań do wykonania, wybieracie to, co chcecie. Dzieci bawią się same, nie moderujesz im aktywności. Oczywiście dbasz o to, aby były bezpieczne, ale niech same wymyślą, co chcą robić. Baza na środku pokoju? Teatrzyk cieni? Przestań podpowiadać im rozwiązania, nie myśl o tym, że trzeba będzie to posprzątać, o pracach domowych, które pewnie trzeba zrobić na poniedziałek. Bądź tu i teraz, zwolnij.

Wolniej nie znaczy gorzej

Jako rodzice, chcemy zapewnić dziecku dobrą przyszłość, stale inwestujemy w jego rozwój. Zapisujemy na kolejne zajęcia dodatkowe, zapełniamy wolny czas do ostatniej minuty. Wszystko dla jego dobra. Czy na pewno? Myśląc o przyszłości, zapominamy o tym, co teraz.

Slow parenting zachęca do tego, aby odpuścić. Aby przestać wywierać na dziecku presję bycia najlepszym. Zabrzmi banalnie, ale chodzi po prostu o to, aby pozwolić dzieciom być dziećmi. O to, aby nie planować im każdej minuty w ciągu dnia, nie pozwalając na ani chwilę przestoju. Czas wolny jest niezwykle ważny. Spędzajmy go wspólnie, ale też pozwalajmy dzieciom na samodzielność. Gdy widzimy, że się bawią, nie podpowiadajmy, jak mają to robić. Nie wręczajmy instrukcji, gdy układają klocki. Pozwólmy wziąć sprawy w swoje ręce, decydować, w jaki sposób dana rzecz ma być zrobiona. Niech same do czegoś dojdą, znajdą rozwiązanie. Za wolno? Inni zrobią to szybciej? Ale czy tu naprawdę chodzi o to, aby być pierwszym? Niech twoja córka czy twój syn odkrywa świat we własnym tempie, niech zbiera doświadczenia. Popełni błędy? Pewnie tak. Ale dzięki temu wiele się nauczy. Sobie także pozwól na ich popełnianie, nie musisz być wszechwiedzącym ideałem. One nie istnieją.

Slow parenting ma zmienić także to, jak postrzegają siebie rodzice. Aby nie patrzyli na siebie przez pryzmat innych, którzy chwalą się kolejnymi dokonaniami - swoimi i swoich dzieci. Zamiast wybiegać w przyszłość i całą energię poświęcać na dążeniu do niedoścignionych ideałów, skup się na tym, co tu i teraz. Doceń małe przyjemności, niech drobne, codzienne rzeczy sprawiają ci radość. Wypij kawę w spokoju, popatrz, jak bawią się dzieci. Nie popędzaj, nigdzie wam się nie śpieszy.

Nie musisz żyć z kalendarzem w ręku

"Dziś koniecznie muszę wyjść z pracy wcześniej, muszę zdążyć zrobić zakupy, zanim odbiorę Jasia ze żłobka. Będziemy mieć pół godziny na zjedzenie obiadu, może zdążymy jeszcze na basen. Jutro urodziny Stasia, czy kupiłam już prezent? W środę przedstawienie, muszę być w szkole, co ja zrobię z tymi dodatkowymi zleceniami?". Te zdanie ciągle kotłują się w głowie rodzica. Jak więc żyć w zgodzie z ideą slow parentingu? Przede wszystkim: nauczyć się odpuszczać. Nic się nie stanie, jeśli na kolację zjecie "zwykłe" kanapki, a nie takie, które przypominają małe dzieła sztuki. Zamiast pędzić z jednego miejsca na drugie, odpuście i idźcie do parku. Spędźcie popołudnie na kanapie. Nie masz siły na wspólną zabawę? Pozwól dziecku, aby spędziło czas samo ze sobą. Pozwól mu się ponudzić.

W dzisiejszym świecie, gdy każdy gdzieś pędzi, a presja bycia najlepszym jest z góry narzucana, ciężko się zatrzymać. Warto to jednak zrobić. Będziemy wtedy spokojniejszymi rodzicami, którzy nie będą ciągle rozmyślać, że znowu czegoś nie udało im się zrobić, że gdzieś się spóźnili. Bo im bardziej zależy nam na tym, aby nie zawieść, tym bardziej się frustrujemy, gdy nam nie wychodzi. Jeśli my będziemy szczęśliwsi, szczęśliwsze będzie nasze dziecko. Pozwólmy mu mieć własny świat, który nie zapełnimy zadaniami od rana do nocy. Zaufajmy sobie, zaufajmy dziecku. To jest najlepsza inwestycja w przyszłość.

I CAN DO ANYTHING